Maskara jest tworzona z rybich łusek!? 10 ciekawostek na temat tuszu do rzęs, o których nie miałaś pojęcia!

Maskara jest tworzona z rybich łusek!? 10 ciekawostek na temat tuszu do rzęs, o których nie miałaś pojęcia!

Maskara jest kosmetykiem, który jest nieodłącznym elementem makijażu. Praktycznie każda kobieta posiada w swojej kosmetyczce ten produkt. Uwydatnia on oczy i podkreśla urodę.

Początki tego produktu sięgają czasów wiktoriańskich, a z powstaniem pierwszego tuszu wiąże się niezwykle ważne dla świata beauty nazwisko - Rimmel. W dzisiejszym poście przygotowałam dla Was 10 faktów na temat maskary, o których wcześniej nie miałyście pojęcia! Jesteście ciekawe? Zapraszam do przeczytania wpisu!


1. 
Przed powstaniem prawdziwego tuszu do rzęs, kobiety eksperymentowały tworząc własne ''maskary'' z sadzy lub popiołu.

2. 
W roku 1830 Eugene Rimmel stworzył pierwszy tusz do rzęs. Kosmetyk składał się ze sproszkowanego węgla i wody, dołączona była szczoteczka do nakładania go na rzęsy. Ten rodzaj tuszu był tuszem w kamieniu. Aby go nałożyć na rzęsy trzeba było nawilżyć dołączoną szczoteczkę. I tak Rimmel wprowadził na rynek własną firmę kosmetyczną. Kosmetyk wyglądał dokładnie tak:
3. 
 W roku 1913 TL Williams stworzył dla swojej siostry Maybel bardzo podobną substancję. Cztery lata później rozpoczął sprzedaż swojego produktu, z którego zrodziła się znana nam firma Maybelline.


4. 
Pierwsza kolorowa maskara została stworzona przez markę Revlon w 1930 roku.

5. 
W roku 1957 Helena Rubinstein (Polka żydowskiego pochodzenia) wpadła na pomysł umieszczenia substancji w tubie i sprzedawanie jej w komplecie ze szczoteczką.

6. 
Odpowiedzialna za połysk tuszu do rzęs jest guanina, czyli substancja tworzona z łusek ryb.

7. 
Maskara była pierwszym wodoodpornym kosmetykiem ma rynku. Niestety pierwotnie składała się w dużej mierze z terpentyny, która silnie podrażniała oczy.

8. 
Ze wszystkich dostępnych kosmetyków maskara ma najkrótszą datę przydatności. Wysycha po ok. 3 miesiącach.
9.
Tusz zawiera rtęć! Jest to jedyny kosmetyk, w którym używanie tej substancji jest dozwolone. Bez obaw, jest to bardzo mała ilość, która nie jest w stanie nam zaszkodzić.

10. 
Pierwszy tusz w formie jakiej produkuje się je do czasów współczesnych wyprodukowała firma Revlon. Był to rok 1958, a maskara kosztowała 2 dolary.


OBSERWUJ BLOGA


Tusze do rzęs zawierają w swoim składzie guaninę, czyli substancję pochodzącą z łusek ryb. Odpowiedzialna jest ona za połysk.

Więcej na: http://www.zeberka.pl/art/12-ciekawostek-na-temat-tuszu-do-rzes-31252
Tusze do rzęs zawierają w swoim składzie guaninę, czyli substancję pochodzącą z łusek ryb. Odpowiedzialna jest ona za połysk.

Więcej na: http://www.zeberka.pl/art/12-ciekawostek-na-temat-tuszu-do-rzes-31252
Tusze do rzęs zawierają w swoim składzie guaninę, czyli substancję pochodzącą z łusek ryb. Odpowiedzialna jest ona za połysk.

Więcej na: http://www.zeberka.pl/art/12-ciekawostek-na-temat-tuszu-do-rzes-31252
☆Haul kosmetyczny z Londynu #2 - pielęgnacja☆

☆Haul kosmetyczny z Londynu #2 - pielęgnacja☆


Kilka dni temu na blogu pojawił się wpis z kolorówką, którą kupiłam w Londynie. Tak jak obiecałam, dzisiaj przychodzę do Was z haulem dotyczącym pielęgnacji. Kupiłam kilka fajnych produktów. Większość z nich już przetestowałam i mogę podzielić się z Wami swoim pierwszym wrażenie na ich temat. Jeżeli jesteście ciekawi jakie produkty pielęgnacyjne zakupiłam będąc w Londynie, zapraszam do dalszej części wpisu.
Kiedy tylko zobaczyłam tę firmę na półce w Superdrug, stwierdziłam, że muszę mieć jakiś kosmetyk tej marki. Mowa o marce kosmetycznej znanej blogerki i youtuberki - Zoelli. Po spędzeniu jakiś 15 minut przy półce z jej produktami, skusiłam się na balsam do ciała. To co urzekło mnie od razu to prześliczne opakowania produktów. Jeżeli o to chodzi, Zoe naprawdę się postarała. Przechodząc do samego kosmetyku, bardzo podoba mi się jego zapach. Jest przyjemny, delikatny, nie nachalny, jednak jeżeli chodzi o nawilżenie nie jest jakieś spektakularne. Moja skóra nie jest po nim bardziej miękka, czy bardzo nawilżona. Spodziewałam się czegoś 10 razy lepszego. Zwykły balsam do ciała.


Kolejnymi kosmetykami są produkty firmy Lush. Wybrałam chyba jedne z najbardziej kultowych produktów tej marki, czyli scrub do ust o smaku gumy balonowej oraz maskę Mask of Magnaminty. Są to moje pierwsze produkty tej marki i muszę przyznać, że byłam do nich dosyć sceptycznie nastawiona. Ale od pierwszego użycia zakochałam się w nich! Scrub nie jest tylko zwykłym peelingiem, ale zawiera olej jojoba, dzięki czemu również nawilża usta. No i ten smak haha, może nie jest to nic wielkiego, ale na pewno umila użytkowanie tego produktu. Po za tym scrub jest bardzo wydajny. Myślę, że starczy mi na naprawdę długo.


To co urzekło mnie w sklepie Lush to przemiła i bardzo pomocna obsługa. Kiedy tylko podeszłam do maski, którą miałam w planach od początku kupić, od razu podeszła do mnie pani z obsługi i wytłumaczyła, że są dwa rodzaje Mask of Magnaminty, o czym nawet nie wiedziałam. Okazało się, że jedna z nich zawiera miód, który ma działanie antybakteryjne i jest przeznaczony do cery suchej, a drugi rodzaj maski do cery tłustej. Jako, że mam cerę przetłuszczającą się, wybrałam drugą opcję. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takich efektów. Widzę, że moja cera faktycznie mniej się przetłuszcza. Maska jest też idealna na lato. Ma bardzo miły, naturalny zapach mięty. Bardzo orzeźwia i gdy nakładam ją na twarz czuję, jakby ją delikatnie ją chłodziła. Podobnie jak scrub, maska jest bardzo wydajna.


O firmie Soap&Glory słyszałam naprawdę wiele i od początku wiedziałam, że muszę mieć coś z tej firmy! Pod półką z ich kosmetykami stałam zastanawiając się tak samo długo jak przy kosmetykach Zoelli ;). Ostatecznie wybrałam chyba 'najbezpieczniejszą' opcję, czyli krem do rąk. Kupiłam go w tej mniejszej wersji, żebym mogła go mieć zawsze ze sobą w torebce. Nie spodziewałam się niczego wielkiego po kremie za niecałe 3 funty, ale bardzo pozytywnie się zaskoczyłam! To jakie mam gładkie dłonie po zastosowaniu tego kremu jest naprawdę szokujące. Kosmetyk wchłania się ekspresowo i nie pozostawia tłustej warstwy na dłoniach.


Kolejnym kosmetykiem jest również produkt z Soap&Glory. Miałam pokazać Wam go w ostatnim haulu, ponieważ jest to kosmetyk do makijażu, jednak zapomniałam o tym ;). Produkt, o którym mówię to kredka do brwi. Jeszcze muszę nauczyć się z nią pracować, ponieważ jak na razie użyłam jej raz i nie spodziewałam się, że będzie aż tak napigmentowana i brwi wyszły mi za mocne.



stroje możecie znaleźć tutaj > sexy bikini women i tutaj > bikini bandeau push up

❤ Haul kosmetyczny z Londynu #1 - kolorówka❤

❤ Haul kosmetyczny z Londynu #1 - kolorówka❤


Już długo nic nie pojawiało się na blogu. Jeśli śledzicie mnie na moim drugim blogu [TUTAJ] lub na instagramie [TUTAJ], to wiecie, że przez tydzień byłam w Londynie. Jeżeli jesteście ciekawi jak minął mi wyjazd, zapraszam na mojego drugiego bloga, na którym wkrótce pojawi się wpis z tego wyjazdu. Na Dziewczęco.pl natomiast chciałam zrobić haul. Przez długi czas zastanawiałam się czy pokazywać Wam wszystkie rzeczy, które kupiłam, a jest ich naprawdę dużo. Ostatecznie stwierdziłam, że z racji tego, że jest to blog poświęcony głównie tematyce urodowej, pokażę Wam tylko kosmetyki, ale jeśli chcecie, żebym pokazała ubrania i inne rzeczy, które kupiłam na wyjedzie, dajcie znać w komentarzu. Tego wpisu i tak na pewno będą dwie części. Dzisiejsza będzie dotyczyła kosmetyków kolorowych, a na dniach pojawi się haul z pielęgnacją. Jeśli jesteście ciekawi jakie kosmetyki kolorowe zakupiłam w Londynie, zapraszam do przeczytania wpisu :).
Podzieliłam wszystkie produkty na kategorie i pierwszą z nich będą produkty przeznaczone do makijażu oka. Pierwszym produktem, który chcę Wam pokazać jest paleta Huda Beauty Rosegold edition palette. Jest to tak naprawdę jedyny kosmetyk, który miałam w planach kupić, a cała reszta wyszła spontanicznie.


Przyznam, że za tą paletą naprawdę musiałam się nachodzić. Spędziłam cały dzień na bieganiu po Londynie i szukaniu jej. Na początku chciałam kupić ją w Sephorze, ale zapomniałam o tym, że w Anglii nie ma tego sklepu o czym uświadomiła mnie pani na Westfield, gdzie rzekomo ta Sephora miała się znajdować. Później dowiedziałam, że Huda ma swoje stoisko w Selfridges, gdzie od razu pojechałam. Niestety okazało się, że zostałam wprowadzona w błąd. Po dalszych poszukiwaniach w końcu dorwałam swoją paletę w Harrods. Użyłam jej jak na razie raz, ale moje pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Cienie bardzo dobrze się blendują i są niesamowicie napigmentowane! Jeżeli będziecie chcieli za jakiś czas mogę napisać dla Was recenzję tego produktu.

Osoby, które mnie znają, wiedzą, że jestem totalną paletomaniaczką! Kiedy tylko nadarzy się okazja, to kupuję jakąś nową paletę cieni. Zdecydowanie jest to mój ulubiony typ produktów kosmetycznych. Pewnie nie zdziwi Was to, że kolejną rzeczą w tym haulu będzie właśnie paleta cieni. Tym razem postawiłam na firmę the Balm. 



Jest to mój pierwszy produkt tej marki. Którąś z ich palet chciałam kupić w Polsce, ale nie mogłam się zdecydować. Myślałam nad którąś z serii Meet Matt(e), Nude Tude lub Balm Voyage. Ostatecznie w Polsce nie zakupiłam żadnej z nich, ale będąc w TK Max w Londynie zauważyłam na półce paletę Balm Voyage. Nie była w żaden sposób uszkodzona (jak to zazwyczaj w tym sklepie bywa), oryginalnie zapakowana w folię, a do tego prawie o połowę tańsza niż normalnie! Nie wahałam się i od razu ją kupiłam! Teraz używam jej codziennie i bardzo się z nią polubiłam. Jest bardzo praktyczna ponieważ zawiera 9 cieni, bronzer, rozświetlacz, 2 róże prasowane oraz 2 błyszczyki, które mogą również służyć jako róże na mokro. Na pewno zrobię osobną recenzję tej palety, ponieważ mogłabym o niej już na prawdę wiele powiedzieć.


Od dłuższego czasu poszukiwałam dobrej bazy pod cienie. Wcześniej używałam kamuflażu z catrice, który całkiem dobrze sprawdzał się w tej roli, jednak myślałam o zakupieniu czegoś z wyższej półki. Będąc w sklepie Mac wpadł mi w oko już dosyć rozsławiony Paint Pot, który oficjalnie jest cieniem w kremie, ale przez wiele osób używany jest jako baza. Widziałam go w kilku filmach Jeffree Star i innych youtuberów i stwierdziłam, że zaryzykuję i kupię ten produkt. Okazał się strzałem w 10! Użyłam go dopiero kilka razy, ale jest to dokładnie taki efekt jakiego szukałam (Dla zainteresowanych jest to odcień Soft Orche). Przede wszystkim świetnie utrzymuje cienie w miejscu i sprawia, że po całym dniu wyglądają one identycznie jak wyglądały zaraz po wykonaniu makijażu. Jeżeli zastanawiacie się nad zakupieniem tego produktu, serdecznie polecam!

Pierwszą rzeczą w tej kategorii będzie baza, o której naprawdę wiele dobrego się nasłuchałam. Jest to baza Baby Skin marki Maybelline. Pomadki z tej serii są dostępne w Polsce, ale niestety baza oraz róże możemy kupić jedynie za granicą. Jak tylko zobaczyłam ten produkt w Superdrug, stwierdziłam, że muszę go mieć! Co mogę o nim jak na razie powiedzieć? Jest to dobry produkt, ale po tych wszystkich wychwalających recenzjach spodziewałam się czegoś lepszego. Jak macie taką możliwość, jest warta wypróbowania, jednak jeżeli nie macie dostępu do tej bazy, identyczny efekt daje Golden Rose Mattifying&Pore Minimising Make-Up Primer, która jest bez problemu do dostania w Polsce.


O zakupie tego pudru rozmyślałam już dłuższy czas, a że właśnie kończy mi się mój obecny puder z NYX, postanowiłam kupić ten. Jest to mianowicie Mac Studio Fix. Myślę, że większość z Was o nim słyszała, bo jest to jeden z najbardziej kultowych produktów marki Mac.


 Produkt jest bardzo fajnie napigmentowany. Lubię go nakładać pod oczy mokrym beauty blenderem, dzięki czemu pigment jest jeszcze mocniejszy. To co bardzo podoba mi się w tym produkcie, to jego wykończenie. Jest całkowicie matowe, ale nie wygląda to sztucznie, wręcz przeciwnie - bardzo dobrze. (Dla zainteresowanych, jest to ocień NC15)Myślę, że na lato sprawdzi się super nawet nałożony bez żadnej bazy, bo tak jak mówiłam pigmentacja jest całkiem ok. Na pewno nie będzie to duże krycie, ale zawsze warto coś delikatnego na tej buzi mieć ;).


Następny jest nie typowy kosmetyk, a beauty blender. Ten kupiłam w TK Max. Moja wcześniejsza gąbeczka do makijażu miała już jakieś pół roku i stwierdziłam, że najwyższy czas ją wymienić. Od zawsze byłam fanką tych gąbek i również przy tej moje zdanie o nich się nie zmieniło. Fajnie pęcznieje pod wpływem wody, jest mięciutka i naprawdę super rozprowadza się nią podkład, czy blenduje kosmetyki na mokro. Warto wspomnieć, że bardzo łatwo ją domyć z kosmetyków i nie zostają na niej plamy.

Ostatnim kosmetykiem w dzisiejszym haulu będzie korektor. Podobnie jak baza Baby Skin, jest to produkt firmy Maybelline również niedostępny w Polsce. Używam go odkąd wróciłam z Londynu i jestem zakochana w tym produkcie! Ma świetne krycie i bardzo wygodny aplikator. No i oczywiście ten odcień! Jest to najjaśniejszy ze wszystkich, także idealny dla mnie, ale co najważniejsze - ma widoczne żółte tony, czyli coś czego szukałam od dawna! Nawet jeżeli jakiś korektor w opakowaniu wydawał się mieć żółte tony, na twarzy zawsze się utleniał i wpadał w róż lub stawał się neutralny. Jest to pierwszy korektor, który znalazłam w idealnym odcieniu dla mnie.



Pod koniec tego haulu chciałabym pokazać Wam nie kosmetyk, a koszulkę, którą niedawno zamówiłam na stronce Zaful. Bardzo mi się ona podoba i stwierdziłam, że warto będzie Wam ją pokazać w jakimś wpisie. Jest w moim ulubionym - szarym kolorze i ma minimalistyczny nadruk 'babes'. Odkąd do mnie przyszła praktycznie co klika dni ją ubieram. Jest bardzo wygodna i ładnie leży. Idealna na lato! Niżej możecie zobaczyć jak wygląda. Jeżeli jesteście zinteresowani, to taki cudny top możecie znaleźć tutaj.


Pamiętajcie, że za kilka dni pojawi się druga część haulu, a jeśli zainteresowałby Was haul ubraniowy to dajcie znać w komentarzach. Na koniec zaproszę Was jeszcze do obserwacji blaga, żeby być na bieżąco ze wszystkimi postami! Pod spodem dodałam jeszcze linki do mojego drogiego bloga oraz instagrama, na które również serdecznie Was zapraszam!


Jak zaakceptować swój wygląd i pokochać siebie?

Jak zaakceptować swój wygląd i pokochać siebie?

Wszystkie wiemy, że wygląd nie jest najważniejszą częścią naszego życia, ale nie oszukujmy się, jest ważny. Każda z nas chce czuć się dobrze w swoim ciele i wyglądać jak najlepiej, jednak nie ma ludzi idealnych i myślę, że każda z nas ma jakieś większe i mniejsze kompleksy. W dzisiejszym wpisie chciałabym poruszyć temat tego jak zaakceptować swój wygląd i pokochać siebie. Koniecznie podzielcie się swoja opinią na ten temat w komentarzach. Zapraszam!


Na początku tego wpisu chciałabym zaznaczyć - Nie musisz być doskonała! Nie ma ludzi idealnych, a nawet wielkie ikony stylu i urody poprawiają ją sobie przez wszelkiego rodzaju zabiegi oraz ogromną pracę makijażystów i stylistów.


Bądź asertywna! Dziwi cię to, że asertywność ma wpływ na twoją akceptację siebie i swojego wyglądu? Prawda jest taka, że ma na to ogromny wpływ. Asertywność to nie tylko zdolność mówienia 'nie', ale także umiejętność wyrażania swojego zdania i poczucie własnej wartości, co wiąże się z akceptacją siebie. 

Staraj się też nie oceniać i nie zazdrościć innym. Czasem jest to trudne, ale trzeba się tego nauczyć, ponieważ jeśli stale będziemy porównywały się do innych, nigdy nie będziemy zadowolone ze swojego wyglądu. 

Bardzo ważne jest też nie przejmowanie się opinią innych osób. Owszem, czasem możesz zainspirować się czyjąś opinią, ale jeśli jest ona sprzeczna z tym co ty czujesz i co tobie się podoba, nigdy nie bierz jej do siebie.

Nie podcinaj sama sobie skrzydeł! Każdy jest największym krytykiem dla samego siebie i zazwyczaj widzi siebie w o wiele gorszym świetle niż inni. Kiedy mówisz sobie "jestem gruba, głupia, brzydka", sama sobie pędzasz się w dołek.

Rozwijaj się! Ćwicz swoje talenty i umiejętności, skoncentruj się na tym co robisz najlepiej - na twoich największych zaletach, a nie na tym co nie podoba ci się w twoim wyglądzie, czy charakterze. Zauważaj swoje osiągnięcia, nagradzaj się i bądź z siebie dumna. Zobacz jak wartościową osobą jesteś!

Samoakceptację czasami wypracowuje się latami, ale mam nadzieję, że i wam się uda i moje rady nieco wam pomogą. Na koniec dzisiejszego wpisu, chciałabym zaprosić was na mojego drugiego bloga (>>nataliawolek.blogspot.com<<), na którym już niedługo pojawi się sesja, której zapowiedź widzicie poniżej.

ROMPER - HERE



MITY na temat ODCHUDZANIA

MITY na temat ODCHUDZANIA

Odchudzanie... Przed latem, lecz nie tylko, u większości z nas przychodzi ogromna chęć jak najszybszego zrzucenia wagi. Zaczynamy różne diety, ćwiczenia i pijemy herbatki odchudzające. Czy na pewno są to zdrowe sposoby? A co jeśli powiem, że robisz to źle? Niektóre, bardzo popularne sposoby na odchudzanie mogą wcale nie pomagać w zrzuceniu wagi, a nawet ją podnieść! W dzisiejszym wpisie chcę obalić kilka mitów na ten temat. Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam! (W komentarzu daj znać co ty sądzisz na temat sposobów na odchudzanie ;).)


Przy każdej diecie TRZEBA uprawiać sport

NIEPRAWDA! Jeżeli jest to dieta bardzo nisko kaloryczna, wręcz nie powinno uprawiać się sportu. Dlaczego? Dostarczamy sobie zbyt mało kalorii, a nadmierny wysiłek fizyczny w takim przypadku, może nam przyprawić bólów głowy, czy zasłabnięć. Pamiętajcie, że niedobory mogą być groźne dla naszego zdrowia i życia.

Owoce są dobre na odchudzanie

Niestety, nie zawsze tak jest. Co prawda, owoce zawierają mało kalorii, ale za to mają bardzo dużo  węglowodanów: fruktozy i glukozy. Owoce szczególnie niewskazane przy odchudzaniu to banany, arbuzy, winogrona, melony i gruszki, ale zamiast nich mogę polecić wam  jabłka, śliwki, porzeczki, grapefruity, pomarańcze, poziomki, jeżyny i jagody.

Ziemniaki, chleb, makarony są tuczące

To kolejny mitem z którym bardzo często się spotykam. Te produkty wcale nie zawierają dużej ilości kalorii, ale trzeba zwracać uwagę na to z czym je jemy - sosy, masło, margaryna. To właśnie te składniki powodują przyrost wagi.

Ciemne pieczywo jest mniej kaloryczne niż jasne

 Wartość energetyczna pieczywa z mąki pełnoziarnistej oraz z mąki pszennej jest bardzo zbliżona, czyli wynosi ok. 230-250 kcal/100g. Można byłoby nawet powiedzieć, że kromka pieczywa jasnego jest mniej kaloryczna niż kromka pieczywa ciemnego. Pomimo to pieczywo pełnoziarniste jest zdecydowanie bardziej polecane w dietach redukcyjnych ze względu na ich wyższą wartość m.in. niektórych witamin z grupy B, witaminy E, magnezu, żelaza, cynku i ma wyższą zawartość błonnika pokarmowego.


Wszystkie tłuszcze są zabójcze dla naszej sylwetki 

Zupełny brak tłuszczu może spowodować poważny upadek na zdrowiu. Należy nauczyć się rozróżniać dobre tłuszcze (ryby, orzechy) od tych złych (produkty pochodzenia zwierzęcego).
Nieprawda. Brak tłuszczu może mieć poważne skutki zdrowotne dla organizmu (zaparcia, problemy hormonalne). Należy tylko rozróżniać tłuszcze dobre (oleje, morskie ryby, orzechy) i złe (zawarte w produktach pochodzenia zwierzęcego, z wyjątkiem ryb).

http://www.poradnikzdrowie.pl/diety/abc-odchudzania/Odchudzanie-prawdy-i-mity-o-dietach-i-odchudzaniu_37968.html

Nieprawda. Brak tłuszczu może mieć poważne skutki zdrowotne dla organizmu (zaparcia, problemy hormonalne). Należy tylko rozróżniać tłuszcze dobre (oleje, morskie ryby, orzechy) i złe (zawarte w produktach pochodzenia zwierzęcego, z wyjątkiem ryb).

http://www.poradnikzdrowie.pl/diety/abc-odchudzania/Odchudzanie-prawdy-i-mity-o-dietach-i-odchudzaniu_37968.html
Nieprawda. Brak tłuszczu może mieć poważne skutki zdrowotne dla organizmu (zaparcia, problemy hormonalne). Należy tylko rozróżniać tłuszcze dobre (oleje, morskie ryby, orzechy) i złe (zawarte w produktach pochodzenia zwierzęcego, z wyjątkiem ryb).

http://www.poradnikzdrowie.pl/diety/abc-odchudzania/Odchudzanie-prawdy-i-mity-o-dietach-i-odchudzaniu_37968.html

To już wszystkie mity, które dzisiaj dla was przygotowałam. Dajcie znać jak z odchudzaniem jest w was, ale pamiętajcie - dążenie do szczupłej sylwetki nie może być ważniejsze niż zdrowie!

Jak zapobiec łamaniu się paznokci?

Jak zapobiec łamaniu się paznokci?

Dzisiaj postanowiłam znowu poruszyć temat paznokci. Ostatni post o sekrecie pięknych i zdrowych paznokci znajdziecie tutaj. W tym wpisie zdradzę Wam kilka sposobów na to jak zapobiec ich łamaniu. Mam nadzieję, że post będzie dla was przydatny. Dajcie znać w komentarzach jakie są wasze sposoby na mocne paznokcie. Zapraszam!


Pierwszy sposób, o którym chciałabym Wam przypomnieć, bo pojawił się już w poście o paznokciowych sekretach to olej rycynowy z cytryną. Wspominam o nim kolejny raz, ponieważ ten sposób naprawdę pomógł mi wzmocnić moje paznokcie. (Podobną odżywkę możecie zrobić też z oliwy z oliwek i czosnku. Jeszcze jej nie stosowałam, ale słyszałam, że efekty są świetne!)


Kiedy ja miałam problemy z paznokciami zaczęłam jeść więcej owoców i warzyw, szczególnie jabłek i winogron. Zawierają one dużo witamin, dzięki czemu nasze paznokcie się wzmocnią. Jeżeli na waszych paznokciach pojawiają się też białe plamki, to jest to właśnie na skutek niedoboru witamin.
Kolejną ważną sprawą jest uważanie na uszkodzenia spowodowane np. chemikaliami, czy uszkodzenia mechaniczne. Także pamiętajcie, żeby do sprzątania starać się ubierać rękawiczki, nie obgryzać paznokci i nie używać ich jako narzędzi, czyli np. nie otwierać nimi opakowań. Jeżeli twoje paznokcie nie należą do najmocniejszych, regularnie je piłuj (najlepiej za pomocą szklanego lub papierowego pilnika.). i utrzymuj je raczej krótko póki nie staną się twardsze. Pamiętaj też o odpowiednim nawilżaniu. Jeżeli używasz balsamu, czy kremu do rąk, wetrzyj go również w paznokcie. Takie kremy często zawierają różne olejki, które pomogą wzmocnić płytkę paznokcia.
To wszystkie ze sposobów, które są sprawdzone przeze mnie i faktycznie działają. Mam nadzieję, że się u was sprawdzą :).

Na koniec wpisu chciałabym się was o coś zapytać. Pod koniec tego tygodnia jadę na 3 dni do Warszawy, ponieważ zostałam zaproszona na konferencję Meet Beauty. Na pewno zrobię post z tego wydarzenia, ale chcielibyście też vloga? Myślę, że fajnie było by wam pokazać jak to wszystko będzie wyglądało. Dajcie znać w komentarzach, czy chcielibyście, żebym nagrała taki film :).

La Roche-Posay toleriane (Żel do mycia skóry szczególnie wrażliwej) - Recenzja

La Roche-Posay toleriane (Żel do mycia skóry szczególnie wrażliwej) - Recenzja

Znalezienie dobrego żelu do mycia twarzy, to naprawdę wyczyn. Idealny produkt powinien oczyszczać problematyczne partie twarzy, ale również nawilżać pozostałe miejsca. Prawdziwe perełki trafiają się jednak bardzo rzadko. Czy La Roche-Posay Toleriane okazał się moim wymarzonym kosmetykiem do pielęgnacji twarzy?? Dzisiaj chcę zrecenzować dla was ten produkt. Mam nadzieję, że post się Wam spodoba! Jeżeli jesteście ciekawi, zapraszam!!




Żel do mycia twarzy Toleriane, jest kosmetykiem przeznaczonym do pielęgnacji cery szczególnie wrażliwej. Zawsze wybieram kosmetyki hipoalergiczne zarówno do makijażu, jak i do pielęgnacji mojej cery. Ma ona skłonności do różnych reakcji alergicznych, zaczerwienień. Często jest podrażniona. Czasami jest to bardzo uciążliwe. Byłam ciekawa jak sprawdzi się żel do mycia twarzy z La Roche-Posay, ponieważ słyszałam już dużo pozytywnych opinii na temat kosmetyków tej firmy, a nie miałam jeszcze okazji niczego przetestować. Żel do mycia twarzy Toleriane jest bardzo łagodnym kosmetykiem dla skóry. Używam go rano i wieczorem. Naprawdę polubiłam ten produkt, bo jego używanie jest dla mnie prawdziwą przyjemnością. Dlaczego? O tym poniżej.



Nie zawiera żadnych drobinek i jest wyjątkowo delikatny. Pierwsza rzecz, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła to wydajność produktu. Myślę, że wystarczy mi naprawdę na bardzo długo, ponieważ, należy wylać dosłownie kroplę żelu, który po zetknięciu z wodą zmienia się w przyjemną oraz łatwą do zmycia piankę. Taka ilość produktu wystarcza zupełnie na umycie całej twarzy. Kolejnym plusem jest to, że kosmetyk nie zawiera mydła, żadnych środków zapachowych i konserwantów, a do tego bardzo dobrze radzi sobie z resztkami makijażu, czy innymi zanieczyszczeniami. Kosmetyk bez parabenów nie zawiera substancji zapychających co dla mnie jest dodatkowym plusem. Faktycznie, nie podrażnia i pozostawia cerę oczyszczoną, a skóra po jego użyciu nie świeci się, jest miękka i jakby delikatnie gładsza. Jeżeli macie podobne problemy z cerą do moich, na pewno będziecie z niego zadowolone. W składzie napisane jest, że żel zawiera glicerynę, która ma nawilżać. W mojej opinii skóra jest raczej delikatnie ściągnięta, matowa, ale produkt też jej nie wysusza. Nie jest to dla mnie minus, ponieważ po myciu twarzy i tak zawsze sięgam po krem nawilżający, jednak dla niektórych z Was może to być ważny czynnik.



Ten kosmetyk oceniam bardzo pozytywnie, miła konsystencja, delikatne, ale skuteczne działanie. Łatwa i niezwykle przyjemna, a zarazem szybka aplikacja. Skład skomponowany specjalnie z myślą o skórze bardzo wrażliwej, dlatego nie zawiera substancji uznawanych za drażniące, jak substancje zapachowe, czy klasyczne konserwanty. Myślę, że jego cena nie jest wysoka, ponieważ jest to naprawdę dobry i bardzo wydajny kosmetyk, który wystarczy wam na pewno na o wiele dłużej niż inne tego typu produkty, dlatego z pewnością warto w niego zainwestować!


☆ Vichy DERMABLEND  - Recenzja ☆

☆ Vichy DERMABLEND - Recenzja ☆

Podkład Vichy DERMABLEND, to kosmetyk, o którym wiele czytałam na różnych blogach i stronach internetowych. Z recenzji wynikało, że jest naprawdę dobry, ale chciałam przekonać się sama, dlatego zdecydowałam się przetestować ten produkt. Zaczęłam używać go całkiem niedawno, a już robi u mnie ogromną furorę!! Dostaję masę pytań o to, co mam na twarzy od wielu znajomych i w wiadomościach od obserwatorów na różnych portalach społecznościowych. Dzisiaj przychodzę do was z jego recenzją. Mam nadzieję, że post się wam spodoba. Jeżeli jesteście zainteresowani, zapraszam!

Vichy Dermablend to podkład korygujący. Ma wysokie krycie, dlatego idealnie nadaje się dla osób z przebarwieniami, widocznymi naczynkami, trądzikiem, czy innymi problemami z cerą. Oprócz tego jest wodoodporny, dlatego fajnie sprawdzi się między innymi na plaży, czy na basenie. Z tego co wiem są dostępne cztery odcienie tego kosmetyku. Z racji tego, że jestem dosyć blada, wybrałam najjaśniejszy - 15 Opal. Bardzo dobrze stapia się z kolorem mojej cery i nie ma w sobie różowych tonów, co przy doborze podkładu jest dla mnie niezwykle ważne.

Jak wspomniałam wcześniej podkład Vichy Dermablend bardzo dobrze zakrywa niedoskonałości, a jego dużym plusem jest to, że nie tworzy przy tym efektu maski i nie obciąża cery. Takiego podkładu szukałam już od bardzo dawna. Jeżeli chodzi o jego nakładanie, zazwyczaj robię to gąbeczką, ale nałożony palcami też super wygląda (nie pozostawia smug i plam, co często zdarza się przy innych podkładach). Kosmetyk ma standardową pojemność 30 ml i jest bardzo wydajny. Na całą twarz wystarczy mi dosłownie kropla, a jeżeli jakieś większe niedoskonałości przebijają, dokładam odrobinę produktu miejscowo. Trzeba uważać, żeby nie nałożyć go za dużo bo wtedy może zrobić się wam maska. Podkład według mnie dobrze sprawdzi się na wszystkich typach cery. Może osoby z cerą przetłuszczającą się powinny wziąć pod uwagę, że wymaga przypudrowania kilka razy wciągu dnia. Ja mam cerę suchą w strefie ''T''. Bardzo dobrze wygląda na mojej twarzy i nie podkreśla suchych skórek, co jest dla mnie bardzo ważne. Więcej informacji o tym, jak dobrać podkład do skóry suchej znajdziecie też na blogu Vichy

Jeżeli wasza cera ma pojedyncze niedoskonałości myślę, że lepiej może się sprawdzić lżejszy podkład i korektor w miejscach problemowych (chociaż wszystko zależy od waszych osobistych preferencji ;)). Dla mnie ten produkt jest super do zdjęć, na większe wyjścia, lub gdy po prostu chcę mieć wszystko idealnie zakryte. Na co dzień nie potrzebuję tak dużego krycia, ale dla osób z większymi problemami skórnymi, będzie to strzał w 10!!!

Podkład jest dostępny w większości aptek za cenę od 70 zł do 90 zł. Czy jest wart swojej ceny? Jestem zdania, że tak. Warto go zakupić ponieważ jest bardzo wydajny i tak jak wcześniej pisałam wystarczy zaledwie kropla, aby pokryć całą twarz. Oprócz wydajności, warto mieć na uwadze inne plusy tego produktu, czyli wysokie krycie, brak efektu maski, oraz łatwość i szybkość aplikacji.
Uważam, że podkład Vichy Dermablend jest zdecydowanie wart polecenia!

Fenomen maseczek w płachcie. Co o nich sądzę?

Fenomen maseczek w płachcie. Co o nich sądzę?


Z maseczkami w płachcie pierwszy raz spotkałam się już dosyć dawno. Pamiętam, że taka formuła bardzo mnie zdziwiła i zainteresowała. Stwierdziłam, że koniecznie muszę przetestować taki produkt. Przez długi czas jakoś nie miałam na to okazji, a później totalnie o tym zapomniałam. Dopiero po przeczytaniu o ich świetnym działaniu w książce Charlotte Cho - „Sekrety urody Koreanek”, przypomniałam sobie o maseczkach w płachcie. Pobiegłam wtedy do drogerii i kupiłam kilka. Od pierwszego zastosowania zakochałam się w tym produkcie! Dlaczego? Dowiecie się tego w dzisiejszym poście. Jeżeli jesteście ciekawi, zapraszam!

Na początek powiem wam, czym w ogóle są maseczki w płachcie, ponieważ być może są osoby, które o czymś takim jeszcze nie miały okazji usłyszeć. W Korei maseczki tkaninowe znane są od ponad dekady i dostępne w ofercie niemal każdego producenta azjatyckich kosmetyków. Działają jako super odżywczy i nawilżający kompres dla naszej skóry. Wykonane są z cienkiej, nasączonej aktywnymi składnikami tkaniny - mikrofibry lub hydrożelu. Kształt takiej maseczki jest dopasowany do twarzy, ma wycięcia na oczy, nos i usta. 

Od jakiegoś czasu stały się bardzo popularne min. w Polsce. Nic dziwnego. Wystarczy raz sięgnąć po taką maseczkę, by na prawdę się w takiej formule zakochać (tak było też i w moim przypadku 😉). W czym tkwi fenomen tego kosmetyku? Tkanina, z której wykonana jest maseczka nasączona jest aktywnymi substancjami odżywczymi oraz nawilżającymi. Dlaczego ma ona skuteczniejsze działanie od innych maseczek? Ponieważ tkanina przez pewien czas (zazwyczaj ok. 15/20 min) ściśle przylega do naszej skóry i nie pozwala wszystkim składnikom (witaminy, peptydy, kwasy itd.) się ulotnić. Po ściągnięciu takiego produktu z twarzy widać bardzo dużą różnicę. Ja od razu zauważyłam, że moja cera jest miękka i o wiele gładsza. Do tego świetnie nawilżona (co bardzo długo się utrzymywało).

Mam nadzieję, że już wiecie dlaczego maseczki w płachcie stały się nieodłącznym elementem pielęgnacji mojej cery. Po pierwsze - skuteczność, a po drugie - natychmiastowe efekty. Już nie wspomnę o tym, że jest to bardzo, bardzo relaksujące. 

Stosowałyście już kiedyś takie maseczki? 
Koniecznie napiszcie mi swoje zdanie na ich temat w komentarzach!





Copyright © 2014 Dziewczęco.pl , Blogger